Alex Yee: „Chcę nadal rozwijać się we wszystkich trzech dyscyplinach triathlonu”
Po zdobyciu olimpijskiego złota w Paryżu w 2024 roku Brytyjczyk Alex Yee w sezonie 2026 znów zakasał rękawy, mając za sobą udany debiut na maratonie w 2025 roku. Zawodnik francuskiego Valence Triathlon opowiada o ostatnich, pełnych sukcesów latach i o przyszłości, którą wciąż wiąże z triathlonem olimpijskim. Wywiad.
Alex, jak przeżywał pan zdobycie olimpijskiego złota w Paryżu i jak z perspektywy czasu pan je ocenia?
Paryż był niesamowitym przeżyciem, ale nie chciałem, żeby stał się metą. Dałem sobie czas, by nacieszyć się tym sukcesem razem ze wszystkimi, którzy pomogli mi dotrzeć do tego miejsca, a potem szybko wróciłem do pracy. Ten medal oczywiście dodaje pewności siebie, ale przede wszystkim napędza mnie droga, która wciąż jest przede mną, i chęć dalszego rozwoju.
Czy po takim sukcesie trudno było znaleźć nową motywację?
Myślę, że po zakończeniu cyklu olimpijskiego normalne jest, by na chwilę się zatrzymać. Kiedy wyznaczyłem sobie nowe cele, motywacja wróciła naturalnie. Od zawsze napędza mnie nie odhaczanie kolejnych punktów ani zdobywanie tytułów, lecz stawanie się coraz lepszym sportowcem!
Ciekawi mnie, jak daleko mógłbym zajść na maratonie
Czy uważa pan, że wykorzystał już swój potencjał na maratonie?
Nie, nie sądzę. Maraton w Walencji w 2025 roku (2:06:38) pokazał mi, na co mnie stać, ale także ile jeszcze muszę się nauczyć. Gdybym kiedyś zdecydował się przez dłuższy czas w pełni poświęcić temu dystansowi, ciekawiłoby mnie, jak daleko mógłbym zajść.
Czym przygotowania do maratonu różnią się od przygotowań do triathlonu olimpijskiego?
Maraton wymaga znacznie bardziej ukierunkowanych przygotowań, z dużą objętością biegania i ciągłą pracą nad ekonomią ruchu. W triathlonie trening jest znacznie bardziej urozmaicony, bo obciążenia trzeba rozłożyć na trzy dyscypliny. Triathlon daje jednak świetną bazę tlenową, co stanowi dużą przewagę.
Czy marzy się panu tytuł najszybszego brytyjskiego maratończyka w historii?
To prestiżowy rekord, ale nigdy nie goniłem za liczbami. Gdybym kiedyś poświęcił się maratonowi, a ten rekord był nagrodą za świetny występ, oczywiście byłbym z tego bardzo dumny.
Biorąc pod uwagę pańskie atuty biegowe, czy widzi się pan kiedyś na starcie Ironmana?
Dziś wciąż ogromną przyjemność sprawia mi format olimpijski. Świetnie wspominam przygotowania i start w maratonie, ale jeszcze nie wybiegam myślami tak daleko.
Czy przygotowania do maratonu pomogły panu poprawić się w triathlonie?
Tak, bez wątpienia. Zmusiły mnie do jeszcze dokładniejszej analizy techniki biegu, zmęczenia i regeneracji. Dane zbierane przez COROS przez cały okres przygotowań były dla nas bardzo pomocne. Dzięki nim możemy podejmować lepsze decyzje przy przechodzeniu z jednego bloku treningowego do następnego. To ogromny atut w planowaniu.
Wciąż często przedstawia się pana jako „wybitnego biegacza”. Czy irytuje pana ten „redukcyjny” obraz?
Rozumiem, skąd to się bierze, bo bieganie zawsze było jednym z moich największych atutów. Ale nie zostaje się mistrzem olimpijskim w triathlonie wyłącznie dlatego, że biega się szybko. Jestem dumny z całej pracy wykonanej w pływaniu i na rowerze, dzięki której stałem się bardziej kompletnym sportowcem.
Kto najbardziej pomógł panu poprawić się w pływaniu i na rowerze?
To efekt pracy całego zespołu. Moi trenerzy, partnerzy treningowi i British Triathlon wspierali mnie przez wiele lat. Nie było jednego przełomowego momentu, tylko mnóstwo pracy, systematyczności i nauki
Przypomnijmy, jak odkrył pan triathlon?
Wziąłem udział w mini-triathlonie zorganizowanym w Crystal Palace i od razu mnie to wciągnęło. Spodobała mi się różnorodność tej dyscypliny, ale także grupa przyjaciół i partnerów treningowych, która szybko się wokół mnie stworzyła. Mieli ogromne znaczenie dla mojej kariery.
Jak dokonał pan wyboru między lekkoatletyką a triathlonem?
Zawsze uważałem się za triathlonistę. To nie był łatwy wybór, bo uwielbiam biegać, ale triathlon nieustannie stawiał przede mną nowe wyzwania. Możliwość rozwijania się w trzech różnych dyscyplinach od razu bardzo mi się spodobała.
Teraz naturalnie kieruję wzrok ku igrzyskom w Los Angeles w 2028 roku i triathlonowi
Jak ocenia pan początek sezonu 2026?
Oczywiście nie tak wyobrażałem sobie początek sezonu. Yokohama, gdzie zająłem piąte miejsce, dała mi kilka powodów do zadowolenia, z kolei wycofania w Quiberon i Alghero były rozczarowujące, choć w tamtym momencie były właściwymi decyzjami. W Londynie przewróciłem się na rowerze, a mimo to uzyskałem najlepszy czas biegu (od red.: 13:52 na 5 km) i ukończyłem zawody na 14. miejscu. Najważniejsze jest teraz wyciągnięcie wniosków i przygotowanie się do kolejnych ważnych celów. Igrzyska w Los Angeles odbędą się za dwa lata, więc to na nich naturalnie skupiam teraz wzrok.
Czy czuł pan szczególną presję, przejmując schedę po braciach Brownlee, Alistairze i Jonathanie?
Byli przede wszystkim źródłem inspiracji. Wywarli ogromny wpływ na brytyjski triathlon i pokazali, co jest możliwe. Zawsze chciałem pisać własną historię, jednocześnie bardzo szanując dziedzictwo, które nam pozostawili.
Jak zaczęła się pana historia z Valence Triathlon Club we Francji?
Klub zaufał mi w czasach, gdy nie miałem jeszcze na koncie żadnego znaczącego wyniku. Bardzo wspierał mnie w pierwszych latach. Valence Triathlon Club ma prawdziwą kulturę sportu na najwyższym poziomie, a francuski cykl Grand Prix jest prawdopodobnie jednym z najmocniejszych na świecie. Odegrał ogromną rolę w moim rozwoju.
Jak przygotowuje się pan do igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku?
Moim celem jest po prostu poprawiać się z każdym sezonem choć trochę w każdej z trzech dyscyplin triathlonu, zamiast wybiegać myślami zbyt daleko. Jeśli będę rozwijał się w równym tempie, mam nadzieję dotrzeć do Los Angeles w najlepszej możliwej formie.
Jaką rolę odgrywają dziś w pana przygotowaniach słynne dane?
Zawsze lubiłem zestawiać własne odczucia z obiektywnymi danymi. Tętno jest świetnym wskaźnikiem, który pozwala upewnić się, że łatwe jednostki rzeczywiście pozostają łatwe, a każdy trening wywołuje pożądane adaptacje. Z COROS-em śledzimy również długofalowe zmiany w mojej regeneracji i obciążeniu treningowym, zamiast wyciągać wnioski na podstawie jednej sesji. Ostatecznie dane mają wspierać cały proces. Nigdy nie zastąpią odczuć, ale pomagają na co dzień podejmować trafniejsze decyzje.